IPA na szybko – 15.5BLG

Tydzień temu przy przelewaniu konkursowego bittera na cichą zebrałem z dna fermentora drożdże celem użycia w kolejnym, „szybkim” piwie robionym bez większego pomysłu. Przyświecała mi przy jego robieniu głównie jedna zasada – żeby wykorzystać posiadany już przeze mnie chmiel, który miałem jeszcze od zeszłego roku. Piwo w założeniu ma być dość łatwe w odbiorze, niemniej nie za lekkie.

Podobnie jak ostatnio – recepturę ułożyłem w serwisie brewness.pl, a surowce zakupiłem w pobliskim sklepie piwopiweczko.pl. Tym razem postanowiłem pobawić się dodatkowymi funkcjami serwisu – magazynem surowców (w którym dodałem chmiel) oraz wspomaganiem procesu warzenia w postaci liczników czasu pozostałego do kolejnego kroku. O ile sam magazyn działa bardzo dobrze, to już funkcja wspomagania na telefonie komórkowym nie działa do końca intuicyjnie – nie można podczas odliczania wygasić ekranu, gdyż licznik przestanie działać i nie pojawi się przypomnienie o następnym kroku. Znacznie lepiej sprawdziłoby się to w dedykowanej aplikacji, która niestety funkcji wspomagania warzenia nie posiada.

Piwo zacierałem bardziej na wytrawnie, w temperaturze ok. 64 stopni. Podczas zacierania mała niespodzianka – podszedłem za blisko palnika i zapaliła mi się koszulka. Niebezpieczeństwa nie było, za to było trochę śmiechu 🙂 Wysładzanie poszło na tyle sprawnie, że nie nadążałem z grzaniem wody do wysładzania (nie robię tego z reguły w garze warzelnym, tylko w mniejszych – 5l oraz rondlu 3l). Samo warzenie też obyło się bez większych niespodzianek poza bardzo dużą ilością osadów białkowych jakie mogłem obserwować w warzącym się piwie.

img_20190103_152821
Ofiara warzenia – spalona koszulka

Po schłodzeniu i napowietrzeniu brzeczki dodałem drożdży z zebranej wcześniej gęstwy (ok. 3 duże łyżki – w przybliżeniu 100ml). Liczyłem na szybki start fermentacji, niemniej tutaj niespodzianka – następnego dnia w piwie jeszcze się nic nie działo, na powierzchni też jeszcze nie zauważyłem praktycznie żadnej piany. Na szczęście 9 godzin później – po przyjściu z pracy – na piwie już była całkiem pokaźna piana z drożdży, natomiast bąbelkowania z rurki wciąż nie dało się zaobserwować. Jestem jednak dobrej myśli – w pomieszczeniu gdzie fermentuję piwo jest ok. 18 stopni, co mam nadzieję tłumaczy ten powolny start fermentacji, natomiast powinno się to odbić pozytywnie na jakości piwa.

img_20190104_160928
Piwo dzień po warzeniu (widoczna warstwa piany na powierzchni)

Best Bitter 12° – Beer Cup podejście 1

Jakiś czas temu postanowiłem wziąć udział w imprezie pod szyldem „KatoBeerCup” (bitwy piwowarów) organizowanej w pubie Absurdalna w Katowicach. Na losowaniu stylów warzonych przez poszczególne browary domowe (które zostało opisane na blogu Piwne Podróże) przypadł mi w 1. etapie styl o nazwie „Best bitter”. Styl ten był dla mnie pewną zagadką – nie wiedziałem o nim praktycznie nic, coś mi się kojarzyło z nie za gorzkim piwem, no i miałem rację – Best bitter to lekkie piwo (10-12° Plato) o karmelowym smaku, umiarkowanej goryczce i słabych aromatach cytrusowych. Idea piwa, jak to określił mój kolega Marek, jest taka żeby wypić je bez większego zastanowienia i mieć ochotę na drugie. Czy efekt zostanie osiągnięty – zobaczymy wkrótce. 

Surowce tradycyjnie zakupiłem w pobliskim sklepie piwowarskim piwopiweczko.pl. Przy układaniu receptury tym razem wspomagałem się stroną brewness.pl, na której można publicznie umieszczać swoje receptury oraz podglądać receptury innych piwowarów. Receptura piwa jest w miarę prosta:

  • słód Pale Ale – 3kg
  • słód Caramunich I – 0.5kg
  • słód Caraamber – 0.5kg
  • Słód melanoidynowy – 0.5kg
  • drożdże S-04
  • Chmiel – East Kent Goldings na goryczkę, Fuggles na smak, Citra na aromat.

Szczegóły dotyczące receptury i przebiegu warzenia – w linku powyżej. Przy okazji odkryłem, że strona brewness posiada narzędzia wspomagające warzenie takie jak kalkulatory czasu pozostałego do następnego chmielenia, o czym nie wiedziałem, a z czego mam zamiar skorzystać następnym razem. 

Zacieranie tradycyjnie poszło sprawnie – Żaneta mieszała zacier, ja wrzucałem słody. Zasyp przy 50 stopniach żeby zrobić krótką przerwę białkową, następnie 50 minut zacierałem w 67 stopniach żeby otrzymać piwo bardziej pełne w smaku. Kolejna przerwa miała miejsce przy 72 stopniach na 10 minut, no i już tylko wygrzanie zacieru do 78 stopni i przeniesienie do filtracji.

IMG_20181215_104036
Zacieranie w trakcie

Sama filtracja i wysładzanie (do którego ponownie użyłem sitka, co jest moim zdaniem świetnym pomysłem) początkowo szła bardzo dobrze, niemniej mój niepokój zaczęło wzbudzać nadmiernie zbijające się złoże filtracyjne – po wysłodzeniu 12 litrów filtratu miało ono już mniej niż 8l w fermentorze filtracyjnym. Niestety moje obawy były słuszne – filtracja nagle się zatrzymała. Postanowiłem szybko działać – wzburzyłem złoże filtracyjne, dolałem wody o temperaturze ok. 78 stopni, poczekałem aż złoże się ułoży i zacząłem wysładzanie od nowa. Na szczęście się udało i dalsza filtracja przebiegła szybko, uzyskałem 24 litry brzeczki przedniej o zawartości cukru 12 brix (gdyż zmierzone refraktometrem). Jako że chciałem uzyskać piwo o ekstrakcie do 12BLG musiałem rozcieńczyć brzeczkę wodą – dodałem 5l wody, co zbiło ekstrakt do ok. 10.5 brix.

IMG_20181215_120022
Złoże filtracyjne ułożone
IMG_20181215_121816
Sitko na złożu, i niebezpiecznie mocno zbite złoże w trakcie filtracji

W czasie gotowania dodałem na początku 40g chmielu EKG, po 30 minutach dołożyłem 25g chmielu Fuggle, zaś na ostatnie 3 minuty wrzuciłem 15g chmielu Citra. Po warzeniu otrzymałem 23l brzeczki nastawnej o ekstrakcie 12 brix, którą napowietrzałem najpierw przez przelewanie brzeczki z gara zaciernego do fermentora, następnie poprzez potrząsanie zamkniętym fermentorem na gumowej piłce. Uprzednio uwodnione drożdże dodałem do schłodzonej brzeczki i odstawiłem fermentor na miejsce fermentacji. Na efekty ich pracy nie musiałem tym razem długo czekać – początki bąbelkowania zaobserwowałem o godzinie 23:00 tego samego dnia (drożdże dodałem ok. godziny 15:30), zaś następnego dnia rano ruch w rurce fementacyjnej był już całkiem intensywny – ok. 1 bąbel na sekundę. Gdy piszę te słowa jest godzina 18:00 dzień po warzeniu i bąbelkowanie jest jeszcze bardziej intensywne – ok. 2-3 bąble na sekundę. Temperatura wokół fermentora to ok. 18-19 stopni Celsjusza, niestety lodówki piwowarskiej wciąż nie mam więc pozostaje mi tylko trzymać kciuki za to, żeby fermentacja przebiegła pomyślnie. 

IMG_20181215_150251
Drożdże w trakcie uwadniania
IMG_20181215_155850
Efekt końcowy – piwo w najzimniejszym kącie mieszkania. Licznik rowerowy robi za termometr.

American IPA 15BLG

Lato powoli się kończy, temperatury spadają, piwowarzy budzą się ze snu letniego… Obudziłem się zatem i ja i postanowiłem zrobić jakieś piwo. Padło na American IPA z 2 głównych powodów – po pierwsze lubię ten styl piwa, a po drugie drożdże zebrane z niego po fermentacji burzliwej mogłyby być dobrym starterem do planowanego na później RISa. Surowce zakupiłem w dobrze mi znanym i sprawdzonym sklepie piwopiweczko.pl, z tym że zestaw zmodyfikowałem – zamiast słabych moim zdaniem drożdży z Gozdawy wybrałem używane już przeze mnie drożdże Bulldog B1. Samą recepturę zmodyfikowałem też jeśli chodzi o chmielenie – oryginalna receptura nie wiadomo czemu zakładała użycie 60g chmielu Ekuanot, a w zestawie tego chmielu było tylko 50g… Zmieniłem też chmiel użyty do chmielenia na zimno – w oryginale był to Crystal, którego kiedyś użyłem z dość mizernym efektem, ja zastosowałem natomiast 50g chmielu Citra oraz 20g chmielu Ekuanot.

Przy warzeniu piwa użyłem nowego sprzętu – jak pisałem w poprzednim wpisie, stłukłem balingomierz i zakupiłem na jego miejsce refraktometr. Urządzenie to pozwala określić gęstość brzeczki (czyli ilość cukru który w niej jest zawarty) za pomocą pomiaru załamania światła na pryzmacie. Nowy sprzęt okazał się bardzo pomocny – pomiar ekstraktu jest dużo szybszy niż przy użyciu balingomierza, natomiast sam pomiar jest narażony na inne błędy których nie udało mi się uniknąć – przy pobieraniu gorącej próbki (na etapie wysładzania) odparowała pewna ilość wody, co spowodowało zawyżenie odczytu. W efekcie dodałem do brzeczki gorącej zbyt dużą ilość wody i zamiast spodziewanej gęstości 16BLG otrzymałem jedynie 15. Niemniej sam refraktometr jest według mnie sprzętem niezwykle przydatnym. Sam sprzęt można kupić np. na portalu Aliexpress, w momencie gdy to piszę cena urządzenia (w zależności od sprzedawcy) to od ok. 50 do 80 zł.

refraktometr2
Refraktometr w całej okazałości

refraktometr
Pomiar gęstości wody z kranu za pomocą refraktometru

Pewną wadą urządzenia jest konieczność przeliczania odczytu przy pomiarze piwa zielonego (po fermentacji) – refraktometr znacznie zawyży odczyt; całe szczęście można skorzystać z jednego z kalkulatorów korygujących – ja korzystam regularnie z kalkulatora zawartego w aplikacji Brewness (dostępnego także online). Opisywane piwo z początkowego 15BLG zeszło po fermentacji do poziomu niecałych 3BLG (odczyt 7.5 brix na refraktometrze), co jest wynikiem całkiem przyzwoitym.

Dla zainteresowanych garść statystyk: piwo na fermentacji burzliwej trzymałem 17 dni, po tym czasie przelałem piwo na fermentację cichą i zebrałem drożdże w celu użycia w warzonym tego samego dnia RISie (wpis relacjonujący warzenie już wkrótce!). Fermentacja cicha trwała 15 dni, po 7 dniach dodałem na zimno 70g chmielu (50g Citra + 20g Ekuanot). Dzień rozlewu utwierdził mnie w tym, że to dobry wybór – piwo ma intensywny cytrusowy aromat, niestety chyba jest nieco przechmielone na goryczkę – ma lekko gryzący smak, niemniej z werdyktem poczekam aż piwo dojrzeje (czyli ok. 2 tygodnie). Udało się uzyskać 39 butelek piwa (19.5l).

Reaktywacja i szybka pszenica z ekstraktów (11.5 BLG)

Przyznaję, nieco zaniedbałem bloga, przez co chwilkę nie było aktualizacji. Powodów tego było kilka, główny był taki, że było lato – okres dla piwowarów nieposiadających lodówki fermentacyjnej dosyć niekorzystny. No ale było, miejmy nadzieję że już minęło, obiecuję poprawę. Na osłodę – krótki wpis o piwie które zrobiłem „na zlecenie” kolegi, w celu wypicia tegoż piwa na wieczorze kawalerskim.

Na zrobienie piwa czasu miałem niewiele, gdyż musiało być gotowe do wypicia już za miesiąc. Na moją niekorzyść działał też fakt, że nigdy nie robiłem piwa pszenicznego ze słodu, który to proces jest potencjalnie problematyczny – słód pszeniczny nie posiada łuski (którą posiada z kolei powszechnie stosowany słód jęczmienny), w efekcie czego utrudniona jest filtracja zacieru opierająca się na owej łusce. Zdecydowałem się zatem na proces polecany początkującym piwowarom, którego jednak nie miałem wcześniej okazji wypróbować – warzenie piwa z wykorzystaniem ekstraktu niechmielonego. Zestaw nabyłem w sklepie „Piwowin” z Tarnowskich Gór, okazał się dosyć korzystny cenowo –  był tylko nieco droższy niż analogiczny zestaw oparty na słodzie. Zresztą zestawu opartego na słodzie nie dało się w tym czasie kupić – sklep w miesiącach letnich nie prowadzi sprzedaży słodu śrutowanego i produktów pochodnych (co może być zrozumiałe ze względu na „martwy sezon” w piwowarstwie). Sam ekstrakt ma postać gęstego syropu, w smaku podobnego do miodu, który przed użyciem najlepiej podgrzać w pojemniku (co i ja uczyniłem) – dużo łatwiej wtedy można go z niego wydobyć.

ekstrakt
Ekstrakt będący podstawą do zrobienia piwa

Samo warzenie piwa z ekstraktu w porównaniu do warzenia ze słodu jest dużo szybsze i łatwiejsze. Odpada cały, dość czasochłonny, proces zacierania i filtracji – ekstrakt rozpuszczamy w wodzie, zagotowujemy, i od tego momentu cały proces jest analogiczny jak przy warzeniu ze słodu – chmielenie w odpowiednim czasie i ilości, chłodzenie, przelewanie do fermentora, napowietrzanie, na końcu dodanie drożdży. Warzenie piwa z użyciem ekstraktów trwało około 2.5 godziny, włącznie z chłodzeniem brzeczki. Otrzymałem w efekcie 21l piwa o ekstrakcie 11.5 BLG. Fermentacja trwała 11 dni, nie wykonywałem fermentacji cichej. Dla pewności dałem piwu jeszcze 2 dni i po 13 dniach od uwarzenia zabutelkowałem piwo, nagazowując go do ok. 3 jednostek CO2. Ekstraktu końcowego niestety nie znam, gdyż przed butelkowaniem stłukł mi się balingomierz, co ostatecznie skłoniło mnie do zakupu refraktometru ze znanego i lubianego portalu Aliexpress.

A jak piwo wyszło? Nadspodziewanie dobrze! Na rzeczony wieczór kawalerski wzięliśmy 1 skrzynkę, druga została spożyta przy innych okazjach, prawie każdemu smakowało. Piwo miało charakterystyczny dla piw pszenicznych smak, za sprawą drożdży było mętne (co w piwach pszenicznych nie jest wadą), miało bardzo orzeźwiający charakter. Myślę że w przyszłym roku znowu pokuszę się o zrobienie piwa pszenicznego, być może tym razem ze słodu.

Milk Stout – 26.06.2018

Kolejna warka upłynęła pod znakiem nieprzewidzianych kłopotów. Z założenia ma to być dość lekki milk stout, zatem postanowiłem zamówić w pobliskim sklepie piwopiweczko.pl zestaw „Milk stout” z zamiarem dokupienia laktozy, jako że w tym zestawie było jej jedynie 250g, a ja chciałem uwarzyć coś słodszego. Jak postanowiłem tak zrobiłem, niestety kolejnego dnia telefon ze sklepu – laktozy zabrakło, zaproponowano mi sprzedaż zestawu w niższej cenie bez laktozy, na co przystałem licząc, że kupię laktozę gdzieś w okolicy. Niestety okazało się, że nie jest to takie proste, i laktozę nabyłem po dłuższych poszukiwaniach w sklepie Piwowin w Radzionkowie. Przy okazji dokupiłem środek do odkażania Desprej oraz rurkę do rozlewu piwa. Ten ostatni element jest zarazem ostatnią częścią projektu „nowy browar” – postanowiłem zmienić cały sprzęt piwowarski biorący udział w fermentacji i rozlewie (fermentory, rurki, kraniki), co w zamyśle ma wyeliminować ryzyko zakażenia. Czy zadziała – przekonamy się w przyszłości.

Kolejny problem ujawnił się przy przygotowywaniu zacieru – elektroniczny termometr, który nabyłem około roku temu, a który już wcześniej sprawiał problemy, ewidentnie wyzionął ducha i w temperaturze pokojowej pokazywał 48 stopni Celsjusza. Na szczęście przy okazji kompletowania browaru nabyłem rezerwowo termometr szklany, zatem nie było zagrożenia odłożenia warzenia na później.

IMG_20180626_153530
Przygotowywanie zacieru…

IMG_20180626_153520
…i przygotowująca go Żaneta 🙂

Niedawno podejrzałem ciekawy sposób na dodawanie wody przy wysładzaniu – wrzucenie do kadzi filtracyjnej plastikowego durszlaka „dnem do góry” i wlewanie wody do wysładzania na górę, przez co woda ma się ładnie rozchodzić po całości złoża filtracyjnego. Postanowiłem spróbować i okazało się to być strzałem w dziesiątkę – durszlak staje się moim podstawowym sprzętem piwowarskim 🙂

IMG_20180626_171713
Durszlak w złożu przed rozpoczęciem wysładzania…

IMG_20180626_174133
…i w trakcie filtracji

Jako że to jest milk stout – nie mogło zabraknąć wspomnianej wcześniej laktozy. Dodałem jej 700g, mam nadzieję że nie będzie za słodko.

IMG_20180626_180827
Reprezentacja Kolumbii zrobiłaby wielkie oczy widząc tyle koksu 🙂

IMG_20180626_201020
Przelewanie schłodzonej brzeczki do fermentora – ostatecznie udało się ściągnąć 21.5l

Kolejnym problemem mogą okazać się drożdże – użyłem drożdży Brewgo-02 dołączonych do zestawu, z którymi niestety nie mam póki co żadnego doświadczenia. W odróżnieniu do poprzednich warek, gdzie rozsypywałem suche drożdże na powierzchni piany, tutaj postanowiłem zgodnie z instrukcją dokonać rehydratacji. Niestety drożdże po tym zabiegu wyglądały inaczej niż poprzednim razem – zamiast ładnej „pianki” na powierzchni wody drożdże opadły na dno szklanki. Zobaczymy jutro co się stanie, być może trzeba będzie uruchomić plan B jakim jest zakup innych drożdży…

Teraz pozostało czekać. W założeniu to piwo ma być w miarę lekkim napojem na wieczór kawalerski. Trzymajcie kciuki żeby się udało 🙂

 

Amigowisko

No i w końcu nadszedł dzień, na który czekałem – 16 czerwca 2018, dzień w którym odbywa się Amigowisko – zlot miłośników komputerów Amiga oraz innych retro-platform. Mając na uwadze to, że na ostatniej imprezie miałem tylko skrzynkę piwa, która to ilość wystarczyła na jakąś godzinę – tym razem przygotowałem się nieco lepiej, zabierając 2 skrzynki 🙂

Na miejscu byłem w okolicy godziny 10:00, rozstawiłem sprzęt i oddałem się integracji. Sprzętu było sporo, z ciekawszych – Amiga 4000 Buliego na której całkiem ładnie działał Quake 3. Sam miałem w planie przejść grę Curse of Enchantia, niestety po około 40 minutach gra się „wysypała” i nie ukończyłem jej na imprezie. Furorę ponownie robiła prosta gra na Commodore 64 – Micro Hexagon.

Hexagon
Micro Hexagon na Commodore 64 (na monitorze z lewej) – cichy bohater imprezy

Jim_Power
Jim Power (Amiga) – ekran końcowy; kolega Wojt przeszedł drugiego dnia imprezy, pierwszy raz w życiu

Po południu udaliśmy się sporą grupą do pobliskiej restauracji „Szyszkarnia”, która okazała się być strzałem w dziesiątkę. Jedzenie nie za drogie, całkiem smaczne, obsługa miła, można było płacić kartą. Po powrocie nastąpiła dalsza integracja – gry, rozmowy, picie piwa (Lokaty częstował swoim RISem) tudzież innych trunków, późnym wieczorem zaś grillowanie. W międzyczasie odbył się konkurs gry w Worms: Director’s Cut (taka wersja 1.5, która wyszła tylko na Amigę AGA), który to konkurs udało mi się wygrać – jako nagrodę wybrałem butelkę Metaxy 7* w komplecie ze szklankami. Jako że byłem już wtedy bardzo wesoły – ufundowałem na szybko dla osób które zajęły kolejne miejsca po butelce Double IPA własnej produkcji.

EDIT: moja pamięć niestety okazała się zawodna, 2. miejsce zajął Lokaty, Juen był 4, 3. miejsce to prawdopodobnie syn Maag^DA

Worms
Recedent z Juenem ostro walczą w Worms DC. Ostatecznie Juen zajął IV miejsce.

Co do amigowiskowego piwa które zrobiłem z zamiarem zabrania na imprezę – oczywiście było. Niestety nie do końca wyszło tak jak sobie życzyłem – nieco zbyt goryczkowe i za mało aromatyczne, prawdopodobnie zeszłoroczny chmiel Ekuanot ma inny profil aromatyczny niż ten sprzed 2 lat. Do tego po ogrzaniu piwo miało tendencję do wylatania, przynajmniej w przypadku kilku butelek. Na szczęście ludzie mieli o nim nieco lepszą opinię niż ja – generalnie smakowało.

Impreza zakończyła się około 10:00 następnego dnia. Imprezę zamykał Stoopi, ja wyjechałem ciutkę wcześniej wpierw zbierając butelki, które oczywiście przydają się do rozlewu kolejnego piwa. Trochę mi zresztą pełnych zostało – około 10 sztuk, w tym chyba 2 sztuki „Żateckiego Leżaka” który znalazł się u mnie nie wiadomo skąd, bo na pewno ja nie kupowałem 🙂

butelki
„Pozbieram butelki, zaniosę do skupu, to impreza się zwróci” 🙂

Imprezę uważam oczywiście za udaną, mam nadzieję że w przyszłości jeszcze będzie kilka edycji.

6.06.2018 – Amigowisko APA – butelkowanie!

W końcu nadszedł ten dzień – fermentacja cicha się zakończyła, w rurce fermentacyjnej wreszcie upragniony spokój. Nadszedł długo wyczekiwany czas butelkowania piwa. Ekstrakt końcowy wynosi 2.5 BLG, czyli prawdopodobnie piwo odfermentowało prawidłowo. Póki co aromat nie powala, w smaku „płasko” – no ale brak gazu robi swoje.

Jako że piwo było chmielone na cichej fermentacji – próbowałem odfiltrować chmieliny filtratorem z oplotu. Efekt nie powala, niemniej większość chmielin udało się zatrzymać przed wężykiem. Co z tego realnie wyszło – okaże się podczas degustacji.

Mam nadzieję w sobotę ocenić pierwszą próbkę, do kolejnej soboty piwo powinno być odpowiednio nagazowane i gotowe do spożycia. Trzymajcie kciuki!

IMG_20180606_200341
2.5 BLG. Próbka póki co jeszcze mętna, ale w granicy tolerancji.

IMG_20180606_194644_HDR
Rozlewanie do umytych uprzednio butelek.

IMG_20180606_200226
Rozlane, kapsle na butelkach, teraz tylko zacisnąć i gotowe.

IMG_20180606_201254
No i po robocie. Teraz najgorsza część – oczekiwanie…

21.05 – cicha fermentacja i problem…

Wczoraj, po tygodniu burzliwej fermentacji, przelałem piwo na fermentację cichą. No i niestety problem – z pomiarów wyszło, że piwo ma 4.5 BLG (trochę dużo, ale może się zatarło na bardzo słodko), a dzisiaj okazało się, że drożdże się obudziły i pracują. Moje podejrzenie pada na to, że w pewnym momencie dostały szoku termicznego (zostawiłem otwarte na noc okno) i „usnęły”. Mam nadzieję że tam za dużo do „zjedzenia” nie zostało i piwo zacznie się wkrótce klarować… Pierwotny plan zakładał chmielenie na zimno po tygodniu, ale chyba trzeba będzie zrewidować.

IMG_20180522_174814
Bulbulbul… A nie powinno być 😦

Amigowiskowe Pale Ale

W związku ze zbliżającą się wielkimi krokami imprezą o nazwie Amigowisko, odbywającą się nieregularnie w schronisku młodzieżowym w Brzesku, postanowiłem uwarzyć jakieś nietrudne w odbiorze piwo. Na poprzednią edycję za namową kolegów z IRC-a wziąłem skrzynkę swojego piwa, niestety po niespełna 2 godzinach okazało się że skrzynka to stanowczo za mało 🙂 Nauczony tym doświadczeniem tym razem chciałbym lepiej trafić w gusta imprezowiczów. Jako, że sporo osób narzekało na to, że piwa które przywiozłem są bardzo gorzkie i mało dostępne (dla „laików” mogło tak być – wziąłem głównie świeże żytnie IPA i dość goryczkowego stouta), zdecydowałem się zrobić coś łatwo pijalnego. Wybór padł na niezbyt gorzkie American Pale Ale.

Receptura piwa (stworzona w 5 minut na kolanie):

  • słód Pale Ale 5 kg
  • chmiel goryczkowy Columbus
  • chmiel aromatyczny Ekuanot
  • drożdże Bulldog B1 (taki mały eksperyment).

Tradycyjnie wszystkie surowce kupiłem w pobliskim sklepie PiwoPiweczko, który może nie jest najtańszy na rynku, niemniej nie muszę płacić za wysyłkę i mam pewność, że surowce będą dobrej jakości.

Zacierałem jednotemperaturowo w 67 stopniach przez 60 minut. Chmielenie:

  • 60 minut – Columbus 15g
  • 20 minut – Ekuanot 10g + Columbus 4g
  • 2 minuty – Ekuanot 15g
  • cicha – Ekuanot 30g

Mam nadzieję że takie chmielenie da niezbyt goryczkowe (według kalkulatora ma mieć ok. 33 IBU) i „dostępne” dla wszystkich zainteresowanych piwo, które jednak będzie wyróżniało się na tle typowych koncernowych trunków.

 

IMG_20180513_131911
No to gotujemy 🙂

IMG_20180513_125808
Dawno nie używałem tak małych ilości chmielu…

IMG_20180513_141850
Uwarzone, schłodzone, przelewam do fermentora

IMG_20180513_211734
No i gotowe! Teraz pozostało czekać – ruszy czy nie ruszy…